Po piątkowym koncercie Marii Peszek (i późniejszym spotkaniu jej w McDonald'sie i moim "ojezuobożeojezuoboże") nadszedł wczoraj czas na Czesława co śpiewa. Może w porównaniu do Marysi nie wygląda lepiej na żywo niż w tv, ale to nieważne, bo jest, jak on to mówi "czudowny". Jego historie, żarty, ruchy, "taniec", no nie da się tego opisać. Oczywiście po nadszedł czas na jedzonko, Asia, Marek i Piotrek poszli na kebaba, ja zostałam przy frytkach :) Później wyladowaliśmy na Oświęcimiu, gdzie już rozbierali scenę, ale cóż, poszliśmy do Maka (pierwszy raz jadłam ciastko, dobre!) i pojechaliśmy odwiedzić Werkę w pracy, gdzie dostaliśmy po darmowym tyskim (wygryw).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz